sponsorzy podróży, więcej o sponsorach

Blog, marketing

wróć do listy notatek

Autokomisowe

2010-08-26
Nie wiem jak mam to wytłumaczyć, ale po kontaktach z komisem samochodowym zawsze czuje się wydymany w dupę. I co najciekawsze — nie mam pojęcia jak mogę temu zaradzić? Mnie nie oszukano, o nie — tego nie zarzucam. Ale wydymano i to z miłym uśmiechem na twarzy.

Wyjeżdżając do Szwecji 10 miesięcy temu wstawiłem auto do komisu, przyjeli go z miłą chęcia, o nic nie pytając, powiedzieli, iż dowolna cena będzie ok (cena 9000 zł). Tak zrobiłem. Po 3-4 miesiącach przyjechałem, zobaczyłem, iż nie ma żadnych zmian. Zmiejszyłem cenę (8000 zł). Mineło jeszcze parę miesięcy — wynik zerowy. Zadzwoniłem i poprosiłem jeszcze zmniejszyć cenę (7000 zł). «Jasne, nie ma problemu» — usłyszałem w odpowiedzi. Przyjedżam kilka dni temu do Polski i co widzę? Stara cena (8000 zł), samochód stoi w kącie. W przeciągu 10 miesięcy samochód gnił w komisie, nie było żadnego kontaktu ze strony właściciela, nie było żadnej rady, że trzeba obniżyć cenę.

Ok, decyduje się na zmianę komisu. Jadę do innego. Facet ogląda dokumenty i stwierdza, iż nie może przyjąć auta, bo adres zameldowania na dowodzie osobistym i rejestracyjnym różni się. Że miałem obowiązek zmienić adres itd. Pytam, czy mogę wysłać list do urzędu z prośbą o zmianę adresu — jasne, że nie. Przecież kurwa jesteśmy jeszcze w wieku papieru i liczydła. Do okienka muszę stawić się osobiście. Ale dobra, to już inna historia.

Jadę do następnego komisu. Dla nich różnica w adresach już nie jest problemem. Zapytano mnie tylko, który z nich jest aktualny. I co się dowiaduję w trzecim już w ciągu dnia komisie? Że w pierwszym przyjeli mój samochód tylko dla «zastawienia wolnej przestrzeni». Że w dupie oni mają mnie i mój samochód, i że nawet nie są zainteresowani w jego sprzedaży. Cały plac jest zastawiony — ładnie to wygląda w oczach klientów. Dlatego nie pytano mnie o adresy, nie radzono zmiejszyć cenę, dodawano własną wysoką marżę (ponad 11% wartości auta) oraz stawiano go w najdalszy kąt. I wszystko z miłym uśmiechem na twarzy.

W trzecim komisie powiedziałem znów 7000 zł, wyśmiali mnie. «5000 zł — to maksymum. A jak nie będzie żadnego zainteresowania w przeciągu 1-2 miesięcy, cenę trzeba jeszcze obniżyć.» — usłyszałem. A na koniec facet jeszcze dodał: «Jeżeli nie sprzedamy go do stycznia-lutego, będzie musiał pan zabrać auto.»

Już nie wspominam o tym, iż w żadnym komisie się nie dowiesz nawet półprawdy o kupowanym samochodzie. Każde auto jest w doskonałym stanie, mało użytkowane itd. Kurwa, co za świat!

Skomentuj notatkę (komentarzy: 1)

Imię
Komentarz
Kontrola
człowieczeństwa
Ile wynesie: jeden plus cztery? (wpisz liczbę)
 

Komentarze

1 mistyk | 2010-08-27 09:32
Nigdy nie sprzedawałem samochodu, ale ja na twoim miejscu wystawiłbym go na Allegro ;-).