sponsorzy podróży, więcej o sponsorach

Fotoreportaże z podróży

wróć do listy fotoreportaży

Gotland 2010. I. Ogólne wrażenia

30.06–11.07.2010, Zagranica

Relacje z ekspedycji «Gotland 2010»:
Gotland 2010. I. Ogólne wrażenia
Gotland 2010. II. Etnografia
Gotland 2010. III. Stara wieś rybacka
Gotland 2010. IV. Wyspa kościołów
Gotland 2010. V. Visby

Wyprawa

Ekspedycja rowerowa na Gotland rozpoczęła się od przygotowań. Nigdy tego przed tym nie robiłem, więc działałem trochę po omacku. Mam na myśli wyposażenie w sprzęt, wyżywienie, mapę, ubrania itd. Jeździliśmy z żoną we dwójkę, ogólny koszt 10-dniowej ekspedycji wyniósł około 600€. Koszt ten zawiera: bilety na prom Nynashamn-Visby (90€), wypożyczenie dwóch rowerów na 10 dni (146€), wyżywienie na cały czas (łącznie z lodami w McDonalds (1,4€*N) oraz pożegnalną kolacją pod koniec urlopu (50€)), kilka razy prysznic na kempingach oraz pyszna wędzona ryba, którą można kupić w niektórych miejscach na wyspie.

Ogólnie Gotland jest cholernie drogi. Nigdy nie sądziłem, że kiedyś przyjadę do Sztokholmu i odetchnie z ulgą „Jak tu jest tanio”. Sklepów na wyspie dużo nie ma. Konkurencja więc słaba. Koszty dostawy są większe. Turystów wiele. Dlatego ceny są jeszcze większe niż na starówce Sztokholmu. Dla przykładu: kilogram ogórków latem (!) kosztuje 3€, jedno danie w restauracji w Visby — 15-35€, nawet pizzę ciężko znaleźć taniej niż za 8€.

Ale za to jest ładnie :)

Ekspedycja przebiegała wzdłuż wybrzeża dookoła wyspy. Dokładnie nie wiem ile to jest, sądzę jednak iż między 400 a 500 km. Polecam kupić dokładną mapę Gotland (7,5€)kartbutiken.se. Jest również opracowana ścieżka rowerowa dookoła wyspy (zaznaczona na mapie), nazywa się „Gotlandsleden”. Ścieżka ta zahacza wszystkie najważniejsze, najciekawsze oraz najładniejsze części lądu. Nawet byłe wzmocnienia wojskowe, zbudowane w niektórych miejscach na wybrzeżu. Swoją drogą są one wykorzystywane obecnie jako ławeczki dla turystów.

Należy dodać iż organizacja turystyczna jest świetna. Mało tego iż jest strona internetowa ze szczegółowym opisem wyspy w kilku językach gotland.info. Mało tego, iż jest inna strona, na której można zamówić/zarezerwować dosłownie wszystko: rowery, bilety, noclegi, rozrywkę: destinationgotland.se. To jeszcze rozsianych jest wiele tablic informacyjnych, drogowskazów, pomocy itp. Byłem nieźle zdziwiony faktem, iż region, w którym mieszka trochę ponad 50 tys. osób (przeciętne miasteczko w Polsce) potrafi to wszystko świetnie zorganizować i nad tym wszystkim zapanować.

Wracając do organizacji wyprawy. Mniej-więcej tak wyglądała zawartość plecaków przed podróżą.

Gotland

Gotland jest największą wyspą na morzu Bałtyckim. Należy obecnie do Szwecji. Na stałe mieszka tu 55-60 tys. ludzi. Jednak przyjmuje ona rocznie 700-800 tys. turystów! Niezły przemiał moim zdaniem. Większość turystów to Szwedzi, z zagranicznych przeważają Niemcy (tych można spotkać nawet w najdziwniejszych zakątkach ziemi).

Najwięcej ludzi (około 22 tys.) mieszka w Visby — stolicy wyspy Gotland. Pozostali są rozsiani na całej przestrzeni (przeważa tu bowiem farmerski typ osiedlenia się). Jadąc rowerem ma się wrażenie iż cały czas się porusza wzdłuż wielkich/małych farm: cały czas ogrodzenia (o tym — oddzielny reportaż), bydło, wioski rybackie (o tym — też oddzielny reportaż). Tam gdzie tego nie ma będzie małe jeziorko.

Lub też wielka fabryka kamieniarska.

Albo ostatecznie port przemysłowy do ładowania cementu na statki.

”Bardzo ładny” to będzie zbyt słabe określenie jak na Gotland. Porywający, zmienny, zdumiewający, niezwykły — to zaledwie część tego co przychodzi mi do głowy. Osobiście jego największą zaletą uważam za zmienność.

Linia brzegowa z małą wioseczką rybacką. Jeżeli się przyjrzeć, na łące widać nasz namiot.

Stare budynki gospodarstw rolniczych. Jeżeli się przyjrzeć, na dachu widać wiatrowskaz. Na razie proszę tylko zwrócić na to uwagę, więcej o wiatrowskazach w oddzielnym reportażu.

Sosny, które dobrze znam z Polski i Białorusi są tu zupełnie inne: niskie, małe oraz kręciaste.

Kamieniste, mocno wypalone na słońcu wybrzeże.

Tak wyglądają słynne kamienie na Fårö. Te dziwne formy są nadane przez wiatr i wodę.

A tak wygląda to same wybrzeże, te same kamienie ale z drugiej strony. Podobne zdjęcia nie są umieszczane w przewodnikach turystycznych.

Kończąc temat kamienistego wybrzeża. To jest zdjęcie z bliska. Doskonałe widać rozwarstwione kamienie.

Wiatrak, resztki ogrodzenia oraz budynek gospodarczy, zbudowany według starej tradycji ze słomianym dachem. Jest to przykład typowego gospodarstwa zajmującego się hodowlą owiec.

Łodzi. A jest ich całe mnóstwo, w końcu na wyspie jesteśmy.

Epoki.

Przed tym sądziłem iż łabędzie to słodkowodne ptaki. A tu, proszę bardzo, całe tłumy w morzu Bałtyckim. Białe kropki to łabędzie.

Czas od czasu bezpośrednio na czyimś polu da się zobaczyć mogiłę wikinga w kształcie łodzi. Przedstawiona na zdjęciu ma jakieś 3000 lat. Co ciekawe: jedna łódź — jedna osoba. Ta akurat ma długość 25 metrów.

Rzeka w lesie.

A czasami bywa tak: jedziesz, jedziesz, a tu nagle … domek paręsetletni wynurza się z zakrętu.

Albo ten, z XIII wieku. Przy czym wszystko, zawsze jest otwarte i nikogo obok nie widać. Domek ów ma 3 piętra. Było to typowe siedlisko rolnicze w tamtych czasach. Wchodząc do środka widać jak cholernie surowe musiało być życie w średniowieczu: same ściany z kamienia, jakieś ławki z grubych desek, komin dla przygotowywania posiłków.

Skoro już zacząłem temat średniowiecza. To jest gospodarstwo sędziego królewskiego z XIV wieku. Jeżeli w takich warunkach mieszkał sędzia, to co możemy powiedzieć o zwykłych chłopach? Dla zachowania prawdy należy powiedzieć, że to jest widok na budynki gospodarcze, a nie na sam dom. Jednak dom jest nie wiele lepszy.

To jest kuchnia w domu sędziego. Mieści się w piwnicy, jest cała zakopcona, podłoga to ziemia. Rozumiem, że tu przygotowywano posiłki dla służby oraz dla samego Wielmożnego Pana.

Bardzo ciekawa kwestia latryny (uwielbiam to pytanie). Jak to się robiło w średniowieczu? Otóż dom sędziego daje wyrazistą, klarowną i jednoznaczną odpowiedź. W ogrodzeniu robiła się dziura. Przychodziło się do niej, wstawiało się dupę do tej dziury i po sprawie. Gówienko spływało poza płot. Oczywiście, jeżeli chciało się wyjść tylko „po małemu” załatwiano to byłe gdzie.

Dowiedziałem się przy okazji iż 200-300 mln lat temu Gotland był mniej więcej w miejscu gdzie teraz znajduje się Afryka. Później przez jakiś czas był dnem oceanu. No i nareszcie stał się wyspą. Te geologiczne zmiany nie dam rady opisać, z resztą mało mnie to interesuje. Ciekawe jest co innego. Są na Gotlandzie pewne jaskinie (obok miejscowości Lummelunda). Prowadzą w głąb ziemi. A dokładniej — w głąb czegoś co kiedyś było dnem oceanu (miliony lat wstecz). Można zejść do tych jaskini i przejść się z przewodnikiem kilkaset metrów.

Pod ziemią masz zupełnie inny świat. Dwie rzeczy dosłownie wmurowały mnie w podłogę. Pierwsza — idąc jaskinią, poruszasz się wśród pozostałościach po roślinach sprzed milionów lat. Kurdę, kiedy wyobraziłem sobie, że jestem gdzieś na dnie oceanu 200 mln lat temu (!) myślałem, że coś mi się stanie. Że zwariuję albo co innego. Ale przetrwałem. Wszystko: podłoga, ściany, sufit stworzone są z tych skamieniałych roślin.

Oraz druga — w podziemnych "rzekach" są ryby. Czas od czasu da się zobaczyć ryby w tych jaskiniach.

Patrząc na te widoki nie chce się wierzyć, że klimat wyspy jest bardzo „twardy”.

A jednak: więcej kamieni niż normalnej gleby, długa zima, mocne wiatry, piekielnie gorące krótkie lato. Wprawdzie podziwiałem niektóre rośliny, jak one potrafią znaleźć siebie na tym nieprzychylnym terenie?

Piękne zachody słońca.

Ale i też małe problemy, o których nie piszą/nie mówią. Jak na przykład wodo rośle. Jest ich wiele, morze wyrzuca część na brzeg i to zaczyna gnić i śmierdzieć. Zaryzykuję stwierdzeniem, iż jakieś 80-90% linii brzegowej jest pokryte tą trawą.

Wiele królików. Wypasionych, wielkich.

Jak bym podsumował, jaki jest Gotland? — dokładnie taki jak na zdjęciu. Warto, zdecydowanie warto to zobaczyć.

Relacje z ekspedycji «Gotland 2010»:
Gotland 2010. I. Ogólne wrażenia
Gotland 2010. II. Etnografia
Gotland 2010. III. Stara wieś rybacka
Gotland 2010. IV. Wyspa kościołów
Gotland 2010. V. Visby

Skomentuj fotoreportaż

Imię
Komentarz
  Kontrola człowieczeństwa
Ile wyniesie: trzy plus dwa? (wpisz liczbę)
 
 
8 Janusz | 2012-08-23 20:53
Pierwszorzędny fotoreportaż. Traktuję go jako dobrą lekcję opisu podróży. Dziękuję autorowi!
7 Lolitka | 2011-01-23 13:00
Ten co fotografował Gotland to w dupie był i gówno widział .! ;p
6 boing | 2010-07-24 12:48
dzięki za odpowiedzi, jesteście świetni
poszukam jeszcze
5 AC | 2010-07-23 15:20
@boing:
Cóż mogę dodać do odpowiedzi Oskara? Faktycznie, na Gotlandii jest tylko jeden uniwerek. Nie wiem, czy jest «wartościowy» czy też nie jest. Ale ulokowany jest wyśmienicie :) Z jednej strony — port, z drugiej — plac miejski z jeziorkiem i fontanem, z trzeciej i czwartej masz plażę oraz morze. Jak dla mnie — wymarzone miejsce na studia.
4 Oskar | 2010-07-22 13:17
boing:
Jako zainteresowany w temacie studiowania w Szwecji mogę z całą pewnością stwierdzić, że w Visby znajduje się twór pod nazwą ’Högskolan på Gotland’, ale nie jest on chyba uniwersytetem z prawdziwego zdarzenia. O ile dobrze się orientuję to jest to jakaś forma szkoły wyższej bez prawa do przyznawania tytułów Ph.D.
http://www.hgo.se/adm/eng.nsf/%28$all%29/DB52D035D82A2107C1256E2900471081?OpenDocument angielska wersja strony uczelni
http://www.youtube.com/watch?v=W9E54a8IpD0 a na to trafiłem przez przypadek, może cię zachęci.
Pozdrawiam i przepraszam naszego podróżnika za nie pozwolenie mu dojścia do głosu. :)
3 Decha | 2010-07-21 12:09
Też mi ekspedycja, phi! Zaledwie wycieczka.
2 boing | 2010-07-21 07:54
Mi podoba się bardzo i już wiem, że to miejsce dla mnie. Czy wie pan, czy są tam uniwersytety czy inne szkoły wyższe, na których można by studiować po angielsku?
1 Tomek:)PL | 2010-07-17 14:55
Piękne zdjęcia i wspaniale opisane:)Super:)