sponsorzy podróży, więcej o sponsorach

Fotoreportaże z podróży

wróć do listy fotoreportaży

Spływ kajakowy Rospudą: przygotowania, dzień pierwszy

9–12.07.2009, Podlasie

Trasa spływu — jeziora (w kolejności przepływania): Garbaś, Głębokie, Szumowo, Okrągłe, Bolesty, Rospuda. Wygląda na to, że przepłyneliśmy około 60 km. Pomogli nam w tym chłopaki z www.rospuda.pl — są godni polecenia. Jeżeli ktoś się zdecyduje na podobny spływ, po ojcowsku doradzam wybrać niebieskie kajaki «Perception», inaczej tyłek odpadnie już po pierwszym dniu.

Koszt takiej imprezki na każdego wyniósł około 300 zł (5 osób, 3 noclegi, 3 kajaki, z dojazdem, z jedzeniem i alkoholem). Jeżeli się postarać, można zamknąć się w 200 zł na osobę.

Przygotowania

To, że należy mieć ze sobą nóż, śpiwór, coś do picia i jedzenia powinien wiedzieć każdy chętny, nawet z minimalnym poziomem inteligencji. Opowiem tylko o kilku mniej popularnych lecz bardzo ważnych rzeczach.

Słoik. Po co? — widać na zdjęciu.

Rękawiczki (te na zdjęciu są wypasione, ja używam najzwyklejsze — do kupienia za 1 zł w dowolnym sklepie budowlanym), mapa, latarka.

Okrycia NIEPRZEPUSZCZAJĄCE deszcz. Mogą być również najtańsze.

Sznurek.

Nie mam tego na zdjęciach, ale wymienię: siekierka, metalowy kociołek na ognisko, ręcznik.

No i wreszcie — jedzenie i alkohol.

1 dzień (9 lipca)

Koniec z zakupami i zbiórką spóźnialskich sierotek, jedziemy na miejsce. Jak widać, nie jest zbyt ciepło.

Krótko płyniemy jeziorem Garbaś i już jesteśmy na rzeczce. Pierwsze delikatne problemy. Widać, że to jest dopiero początek — wszyscy mamy na sobie spodnie. Po godzinie wiedzieliśmy już że to nie ma sensu — tylko kompielówki.

Najpierw rzeka była płytka, szeroka i szybka. Teraz wąska, głębsza i wolniejsza. Z przodu — transportowy kajak.

Co raz mieliśmy na drodzę powalone drzewa, kłody, płycizny, chwaszcze. Jednak, chyba nie mogę powiedzieć, że jest to ciężka do spływu rzeka. Fakt, czasem trzeba było się napracować, ale nic wielkiego.

Tu z kolei bardzo płytki odcinek.

Niemiecki bunkier z II wojny światowej niedaleko wsi Bakałarzewo. Na zjęciu widać tylko jego czubek. Okazało się, że ów bunkier jest własnością prywatną. I za chwilę poznaliśmy jego szczęśliwego właściciela. Jest on pasjonatem wojskowej inżenerii gdzieś tam z Polski. Mieszka latem w przyczepie campingowej obok bunkru, remontuje go, konserwuje i oprowadza turystów.

Przekrój bunkru. Jak widać, na górę wystaje tylko jego czubek. Notabene, zrobiony nie ze zwykłego metalu, tylko ze specjalnej mieszanki, która wówczas wytrzymywała bezpośrednie trafienie największych dział radzieckich z pociskami długości około metra (właściciel bunkru oczywiście ma taki pocisk na magazynie).

24 żołnierzy pełniło swoją służbę w tym bunkrze. Dowiedziałem się, fortyfikacja utrzymywała rosjan przez 4 miesiące! Aż wreszcie niemcy dostali rozkaz wycofywania się. Więc, w zasadzie, bunkier ten nie został zdobyty, lecz porzucony.

Gotowe zdjęcie dla Amnesty International.

Później mocno padało.

Piękne jezioro Szumowo.

Po deszczu woda jak lusterko.

Jak na pierwszy dzień — wiosłowania było wystarczająco, czas na biwak.

Później oczywiście znów padało.

Desperacka próba chociaż trochę podsuszyć ubrania.

Intruz, zainteresowany naszymi ubraniami.

Skomentuj fotoreportaż

Imię
Komentarz
  Kontrola człowieczeństwa
Ile wyniesie: jeden plus cztery? (wpisz liczbę)
 
 
1 Alex | 2009-08-04 22:36
Fakt. Warto walczyć o Rospudę!