sponsorzy podróży, więcej o sponsorach

Fotoreportaże z podróży

wróć do listy fotoreportaży

Szwecja. Mariefred

26.09.2010, Zagranica

Pomysł na odwiedzenie miejscowości Mariefred podsunął mi Marek w komentarzu do reportażu z Sigtuny z listopada 2009. Dzięki wielkie, Marku!

Tym razem zacznę od końca. Najciekawszy foto-artefakt z wyprawy do Mariefredu oraz okolic znalazłem na jednym ze starych budynków. Jest to... lusterko. Służy, a raczej służyło do tego, żeby można było zobaczyć co się dzieję na zewnątrz bez otwierania okna. Bardzo ciekawa konstrukcja, której nigdy przed tym nie widziałem.
UPD 7.10.2010 Przyjrzałem się ostatnio oknom na starówce w Sztokholmie i byłem zaskoczony, że te lusterka są dość popularne. Są również bardziej nowoczesne modele.

Żeby trafić do Mariefred postanowiłem dojechać transportem publicznym do granic Stockholms Län i dalej na piechotę przez las wzdłuż starej wąskotorówki. Oczywiście przeliczyłem się i okazało się, iż miałem do przebycia ponad 10 km. Znów zabiegam do przodu.

Przyjechałem autobusem do miejscowości Taxinge. Kierowca autobusu powiedział, iż niedaleko jest inny zamek z XIX wieku, i że w nim jest kawiarnia, która oferuje co najmniej 65 rodzai ciast oraz innych słodyczy. Nie dało się przejść obok takiej okazji.

Przejeżdżaliśmy obok niewielkiego pola kukurydzianego. Przed którym stała tablica: «Weź tyle kukurydzy ile chcesz, opłatę należy uiścić w zamku (1 km dalej), 5 SEK/szt.»

Zameczek w Taxinge położony jest na pięknym wzgórzu tuż nad jeziorem Mälaren. Obok — niewielki park.

Kierowca miał całkowitą rację. Wybór doskonałych słodyczy przeraża wyobraźnię. Proszę się chwilę zastanowić nad tą liczbą — 65 rodzajów ciast! Codziennie. Zawsze.

I to w pięknie zachowanym XIX-wiecznym otoczeniu. Sama sala jadalna ulokowana jest w starej bibliotece. To, między innymi, tłumaczy obecność książek w kawiarni.

Dodam jeszcze, że jest drogo. Z resztą, oczekiwałem tego. To co widać na zdjęciu kosztowało około 21€.

W Szwecji jest ciekawa osobliwość: w zdecydowanej większości restauracji oraz kawiarni za kawę płacisz raz i pijesz ile chcesz. To samo dotyczy herbaty. Na zdjęciu poniżej widać typowy stół kawowo-herbaciany. Po pierwsze, jest kawa (znajduje się na specjalnych grzejnikach elektrycznych); po drugie — woda do herbaty; po trzecie — zwykła woda z dodatkiem cytryny czy pomarańczy; po czwarte — mleko, miód; po piąte — duży wybór herbat sypanych (bardzo dobrej jakości) oraz w torebkach; nareszcie, po szóste, lokalny szczegół — książki do czytania.

Na zdjęciach może tego nie widać, ale jest to totalne zadupie. Tu nawet drogi normalnej brak — tylko wąska asfaltówka. Myślałem, no jak to możliwe, że ta kawiarnia prosperuje?! Prawie 100 km od Sztokholmu, na zboczu, w sumie nie ma obok żadnych ciekawych atrakcji (tylko stadnina koni i jezioro). A razem z tym: olbrzymi parking przed zamkiem oraz kawiarnia z drogimi słodyczami. Myliłem się bardzo, kelner powiedział że latem w ciągu dnia 1500 klientów — to norma. Ot i proszę bardzo, biznesik na zboczu.

Czas był wyruszać dalej. Znalazłem pustą drogę zamiast oczekiwanych torów wąskotorówki oraz stary dworzec.

Po jakimś czasie sprawa zniknięcia torów wyjaśniła się — remont. Gdzieś w środku lasu nagle pojawiła się maszyna do ułożenia podkładów. Wszystko pod linijkę.

Dlaczego uważam Szwecję za bardzo przytulny kraj? Dlatego, że często będąc gdzieś w zadupiu można znaleźć coś takiego. Proszę zwrócić uwagę na kwiaty na mostku, polewaczkę, stolik, ławkę, schodki do wody, a nawet sowę odstraszającą ptaki, żeby nie nasrali na ów stolik. Otwarte i dostępne dla wszystkich (wciąż prywatne, ale dostępne każdemu). A nie to jak byliśmy z chłopakami na spływie Rospudą (patrz fotoreportaż), to właściciel jakiegoś krzywego mostku napisał do mnie, że weszliśmy na jego mostek bezprawnie i że to jest karalne! Z takim myśleniem, to jeszcze długo będziemy tkwić w tyłku Europy.

Po iluś tam kilometrach przez las, idąc wzdłuż torów, nagle widzę coś przedziwnego — polską flagę na maszcie! Oraz mini-dworzec jak z przed 100 lat. Autentycznie przecierałem oczy ze zdumienia.

Okazało się, iż do tego właśnie miejsca w 1939 roku przypłyneły 3 polskie łodzi podwodne! Niestety, moja znajomość szwedzkiego nie pozwoliła, żeby się dowiedzieć więcej szczegółów. Wiem tylko, iż żołnierze stacjonowali tu przez jakiś czas. Dlatego postawiono polską flagę.

Zmęczenie już dawało o sobie znać. I tu — kolejna niespodzianka, z lasu wyjeżdża ciuchcia! Był to ostatni dzień w sezonie, kiedy można było nią się przejechać. Cóż, wsiadamy i jedziemy do Mariefred.

Jadąc ciuchcią myślałem o starych parowozach w Ełku (patrz fotoreportaż) zapomnianych i rdzawiących pod gołym niebem.

Mariefred jest niewyobrażalnie przytulnym małym miasteczkiem.

Aha, chciałbym jeszcze na chwilę zatrzymać się przy kwestii przytulności. Prawdopodobnie większość szwedzkich domków wyglądałoby jak zwykłe stodoły, jeżeliby nie jedno «ale». Chodzi o różne drobiazgi otaczające je: kwiaty, ławeczki, lampki, przeróżne ozdobne drobiazgi itd. Oraz o żywe kolory ścian i okien. Proszę uważnie popatrzeć na 2 poniższe zdjęcia oraz wymazać te ozdoby w umyśle. Zostanie... stodoła.

Tylko że to «ale» istnieje. Dlatego, w moim rozumieniu, szwedzka architektura jest tak niezwykłe przytulna oraz łaskawa dla oka. Jest to dobry przykład do naśladowania.

W Mariefred znajduje się słynny zamek Gripsholm. Jego budowę zaczęto jeszcze w 1380 roku. Jednak z biegiem czasu był on kilka razy gruntownie przebudowywany. Te okrągłe obronne wieże pochodzą na przykład z XVI wieku. Olbrzymie działa widoczne na dole są produkcji rosyjskiej. Zdobyte podczas działań wojennych w XVII wieku w Rosji.

Jest też ciekawostka związana z Polską i w tym miejscu. Otóż w latach 1563–1567 król Erik XIV więził w tym zamku swojego brata Jana III Wazę wraz z jego małżonką Katarzyną Jagiellonką. W tym samym czasie (w 1566 roku) w zamku się urodził właśnie Zygmunt III Waza, który stał się później królem Polski i Szwecji.

Przybyłem do zamku zbyt późno (droga przez las nie była łatwa), więc za dużo się nie dowiedziałem :( Ale lokalizacja oraz budowle są piękne, z resztą, jak to zamkowi przystoi.

Poniżej jest przykład średniowiecznego malarstwa. Widać, jak surowe życie musiało być w tamtych czasach. Proszę zwrócić uwagę na wielkość drzwi, wyobrazić sobie grubość ścian, zimno jakie miało panować w środku oraz te dość prymitywne malowidła. Pamiętajmy iż jest to zamek królewski!

Mariefred jest bardzo-bardzo małą miejscowością, około 3000–4000 mieszkańców. Nawet z daleka widać jak wolno tu płynie życie (co jednak nie przeszkadza mieszkańcom jeździć przeważnie nowymi BMW oraz Mercedesami).

Ciekawe spostrzeżenie mojej żony, z którym całkowicie się zgadzam. «Mam takie wrażenie, iż właśnie wyjechaliśmy z arabskiego kraju do Europy». Nie spotkałem w tym dniu prawie żadnych obcokrajowców nie europejczyków, których jest wiele w Sztokholmie.

Mariefred doskonałe się nadaje do jednodniowej wycieczki. Sporo kawiarenek, zamek, stara kolej, jezioro. Polecam.

Skomentuj fotoreportaż

Imię
Komentarz
  Kontrola człowieczeństwa
Ile wyniesie: cztery plus dwa? (wpisz liczbę)
 
 
14 Andrzej | 2015-11-16 17:09
Ciekawe spostrzeżenia z mojego ulubionego kraju. Wąskotorówka urocza.
13 Lidka | 2012-10-07 11:38
Uwielbiam Wasze fotoreporterze,mogę je przeglądać godzinami
12 Janek | 2011-07-15 14:36
Jola, a ja Ciebie ciagle Kocham
11 jola | 2010-11-29 14:54
powinno być «z wierzchu» (oczywiście) :)
10 jola | 2010-11-29 14:53
Byłam 13 listopada, zwróciłam uwagę na to samo lusterko :) Ponieważ chodziłam po miasteczku po ciemku (13 listopada, po zwiedzeniu Gripsholm do 15,00 — nie sposób inaczej), hitem Mariefred były dla mnie okna parterowych (z więc prawie wszystkich) domów: niezasłonięte, w każdym lampka, w każdym jakaś rzeźba, bibelot, obowiązkowo storczyk w doniczce! No i te wnętrza w głębi. Z wiechu faktycznie stodoła, ale w środku; komfort, przytulność, czystość, nieskazitelny porządek, estetyka, mnóstwo sztuki: obrazki, rzeźby, makiety żaglowców — w tym fajni ludzie, no zachwyt!). Poza domkami jest jeszcze fajny kościół na górce, marina, stacyjka kolejowa z bajki... To wszystko to jednak tylko przybudówka zamku Gripsholm, prawda?
9 Maria | 2010-10-30 17:53
Bylam dzis .Dzieki za tips.Pojade tam latem,raz jeszcze
8 Karolina | 2010-10-25 08:56
I pieknie! A teraz w Mariefred jest jeszcze piekniej, jesienia... aaach, az by sie chcialo tam zamieszkac!
7 Paweł R. | 2010-10-18 10:51
I jeszcze jeden artykuł o marynarzach:
http://www.poloniainfo.se/artykul.php?id=509
6 Paweł R. | 2010-10-18 10:49
Tymi trzema okrętami podwodnymi były ORP Ryś, ORP Sęp i ORP Żbik. We wrześniu 1939 zostały uszkodzone w działaniach wojennych na Bałtyku i wpłynęły do szwedzkich portów. Uszkodzenia okazały się na tyle poważne, że okręty zostały internowane do końca wojny i do Polski wróciły dopiero w 1945 roku.
Ich załogi w czasie wojny (168 oficerów i marynarzy) zgrupowano w strzeżonym ośrodku internowania, obok Mariefred nad jeziorem Mellaren, na którego wodach stacjonowały też polskie okręty.
Warto przeczytać:
http://fakty.interia.pl/swiat/news/szwecja-zmarl-jeden-z-ostatnich-internowanych,1202414
5 Marek | 2010-10-07 23:01
Kolejny fajny reportaż. Gratuluję i dziękuję. Jeśli chodzi o więcej informacji na temat polskiej karty historii Mariefred , to znajdziecie je tu: http://www.poloniainfo.se/artykul.php?id=1344 a dla głodnych wiedzy to znajdziecie tam jeszcze kilka odnosników do innych artykułów na ten temat. Pozdrawiam !!!
4 AC | 2010-10-07 11:13
@Karolina
Dzięki wielkie za zwrócenie uwagi na błędy. Już poprawiłem te, o których wspomniałaś :)
3 Karolina | 2010-10-07 11:08
Zdjecia ciekawe, ALE — ptaki sraly (albo i nie sraly), lodzie przyplynely, a ciast jest 65 rodzajow ( i inne...) !!!! Gryzie w oczy!
2 Marcin P. | 2010-10-06 15:27
Z przyjemnością czyta się i ogląda Twoje reportaże :) Pozdrowienia
1 Rzepa Broccoli | 2010-10-05 20:31
Z utęsknieniem oczekuję kolejnych, fantastycznych reportaży. Świetna robota.
Jak zwykle.
Pozdrawiam
T