sponsorzy podróży, więcej o sponsorach

Fotoreportaże z podróży

wróć do listy fotoreportaży

Tunezja

3–10.09.2009, Zagranica

UPD (luty 2010):
Zdecydowanie odradzam kupowania jako prezent tunezyjskich przypraw. To znaczy, na wagę może i warto kupić, gdyż jest możliwość dokładnie sprawdzić co to jest. Natomiast zapakowane przyprawy są zwykłym oszustwem. Kupiliśmy z żoną kilka różnych opakowań i wszystko musieliśmy wyrzucić — zero zapachu i smaku.

Kraj, zdecydowanie warty odwiedzenia. Każdy europejczyk musi to zrobić chociażby dlatego, żeby docenić swoje codzienne życie. Często ja sam, jak również i większość moich znajomych mamy wiele powodów do narzekania. Będąc w Tunezji zrozumiałem, że jestem szczęśliwym człowiekiem z tego jednego powodu, że urodziłem się w Europie.

Nie muszę znosić przez 2/3 roku nieznośnej temperatury powietrza (30–40°C w cieniu!); nie muszę pracować przez 7 dni w tygodniu; mieszkam w czystym kraju; zarabiam więcej niż 600 zł/miesięcznie; spaceruję w lesie i mam tyle wody ile zechcę; nie śpię na podłodze oraz nie muszę płacić 100% cła przy kupnie samochodu za granicą.

Kilka ciekawostek o Tunezji wartych wymienienia na samym początku:

  • Oficjalną walutą jest 1 dinar tunezyjski, równy 1000 (tysiąc!) milimów
  • Prawie wszędzie należy się targować
  • Tunezyjczycy — niezwykle miły i uprzejmy naród, są bardzo przyjaźnie nastawieni do obcych
  • Miejscowi nie piją alkoholu absolutnie
  • Minimalna ilość świateł na drodze, w zamian za to niewyobrażalna koncentracja rond na 1 km drogi
  • 30 minut dostępu do Internetu kosztuję około 12 złotych!
  • Kraj dosłownie tonie w śmieciach — brud jest wszędzie, niepowtarzalne wrażenia estetyczne można przeżyć patrząc na wyschnięte koryta rzek w obrębie miast
  • Puścić bąka w towarzystwie jest rzeczą normalną i naturalną
  • Apteki są punktami pierwszej pomocy

Pierwsze wrażenie po przylocie to uderzenie gorącego słodkiego powietrza po wyjściu z samolotu. Do tej słodyczy w powietrzu szybko się przyzwyczaiłem, natomiast z temperaturą był większy problem :)

Większość miast sprawia wrażenie niekończącej się budowli wśród śmieci. Sorry za jakość niektórych zdjęć — ciężko jest utrzymać nieruchomo aparat, pędząc w autobusie około 100 km/godzinę. Nadmierna prędkość oraz bardzo swobodne traktowanie zasad ruchu drogowego jest tam też na porządku dziennym.

UPD: Sprawa z niedobudowanymi domami wyjaśnia się bardzo pragmatycznie. Kiedy tunezyjczyk kończy budowę domu, musi zapłacić duży podatek. Mieszkając w wykończonym parterze i mając ciągle nieukończone 1 piętro unika się tego.

Reszta terenu lub przypomina o pustyni.

Lub prowadzi do wody. Dzieciaki ciągną butelki z wodą do swoich domów z odległości około 500 metrów.

Co prawda widziałem sporo ludzi z telefonami komórkowymi (wydaje się, że nie mają z tym problemów), jednak publiczne telefony są bardzo popularne.

Wiele, bardzo wiele klimatycznych wąskich i długich uliczek.

Bardzo popularne stare francuskie samochody. W ogóle, na każdym kroku widać, że jesteś w byłej kolonii Francji. Wystarczy wymienić, że język francuski jest drugim państwowym.

Każde większe skrzyżowanie jest ozdobione budką policyjną z pracującym w niej stróżem prawa.

Wystarczy odejść trochę w bok od centralnych ulic, jak trafiam na zwykłą wiejską uliczkę. Jeżeli pozbyć się słupów elektrycznych oraz zamienić plastik na papier otrzymamy widok z przed kilku stuleci.

Te drzwi mogą tu stać kilkaset lat.

W wiosce rybackiej ciągnik zdradza postęp technologiczny.

Tak wyglądają zdjęcia Tunezji z przewodników turystycznych.

Jednak rzeczywistość jest bardziej ostra.

Co jednak nie zmienia faktu, iż kraj jest cudowny.

Mieszkałem w 3-gwiazdkowym hotelu w miejscowości pomiędzy Hammametem i Nabeulem. Obawy, iż schudnę odżywiając się musulmańsko-afrykańskim jedzeniem, okazały się zwykłym przesądem.

Turystyczne rejony bardzo kontrastują z resztą kraju. Są czyściutkie, zadbane, nowoczesne i cholernie wygodne. Przed każdym wjazdem do takiego turystycznego ZOO stoi policjant, który sprawdza większość miejscowych samochodów (nie taksówek).

Restauracje i kawiarnie są bardzo oryginalne i niezwykłe ciekawe dla osoby z Polski.

Handel

Targowanie się oraz cały proces kupna czegoś od miejscowych sprowadza się do wielkiego rytuału. Byłem na tradycyjnym arabskim rynku wielbłądów. Co prawda, statków pustyni tam nie było, ale wszystko inne — proszę bardzo.

Każdy, dosłownie każdy sprzedawca zaczepia ciebie.

— Polish? Russia? Czech? — odpowiadam pozytywnie ruchem głowy — Pasmatri! Za darmo! Dobra, dobra zupa z bobra. Jak się masz?

Podobny zestaw słów sprzedawcy znają chyba w każdym języku świata. Słyszałem, jak w ten sam sposób zaczepiają niemców, francuzów, włochów, rosjan itd. Następnie łapię cię za rękę i prowadzi do swojego straganu, proponując towary szerokim gestem, gadając bez przerwy.

— Zobacz, jakie to piękne! A to warto kupić dla żony. Ten zegarek wyjątkowo pasuje do ciebie. Zmień swoje buty na nasze: są bardzo wygodne i bardzo tanie.

Jak zobaczy, że czymś jesteś zainteresowany, zaczyna się okres zachwalania towaru. Następnie przymierzanie, dopasowywanie, przyglądanie. No i nareszcie:

— How much does it cost?

— Dla ciebie, czy dla niego? — pyta u mnie, pokazując na mojego brata.

— Dla mnie.

— No, jak dla ciebie. Jesteś polakiem, nie Amerykaninem, nie kapitalistą. Jesteś taki sam jak i my, ciężko pracujesz. Więc, dla ciebie — tylko dla ciebie, oddam tą wspaniałą rzecz za 320 dinarów.

Teraz piłeczka jest po mojej stronie.

— Za ile? Przecież to jest niewyobrażalnie drogo! Nie ma opcji. Dam za to 20 dinarów.

— 20 dinarów? Bankrut. Będę bankrutem. Nie możliwe. Ok. Zacznijmy od nowa. Nie ma teraz 320 dinarów, nie ma również 20 dinarów — przecież to jest nienormalna cena. Moja nowa oferta 285 dinarów.

Mniej-więcej w ten sposób rozmowa toczy się od pary minut do półgodziny (w zależności od początkowej wartości kupowanego przedmiotu). Po porządnych krzykach, wymachiwaniach rękoma, wzajemnych oskarżeniach, odejściem i wracaniem, dorzucaniu nic nie wartych dodatków — jednym słowem — po porządnym handlowaniu się dochodzimy wreszcie do faktycznej ceny sprzedaży w granicach około 65 dinarów :)

I tak za każdym razem.

Bardzo popularnym prezentem z Tunezji jest ceramika. Później na lotnisku większość turystów kurczowo próbuje rozpychać ją w różne torby, żeby uniknąć płacenia za nadbagaż. Przyznaję, że też nie byłem wyjątkiem.

Słodycze są boskie. Swoją drogą nie rozumiem dlaczego one są tak słodkie? To znaczy, każda z tych rzeczy zawiera chyba z 80% cukru. Jak również i tradycyjna tunezyjska miętowa herbata, też jest bardzo słodka. Wydaje się, że w takiej temperaturze słodycze to ostatnia rzecz, o której się myśli.

Świeżo wyciskane soki można wypić na każdym kroku. Szkoda, że u nas nie ma tej tradycji. W Białymstoku w poszukiwaniach świeżo wyciskanego soku można spędzić wiele godzin.

Bazar jest niezwykłe interesującym miejscem. Czego wart ten koń, przewożący piasek w kształcie trumny.

No i pod koniec — najważniejsze. Miejscowi nie piją alkoholu. Faceci zbierają się wieczorami w knajpkach i palą «Chicha» (mówi się Szisza, bardzo miękko). Jest to rodzaj wodnej fajki. Też oczywiście paliłem, ale jakoś nie zrobiło to na mnie wrażenia. Byłem pewien, że odpłynę. Jednak trzeźwość umysłu nie udało mi się stracić :)

Tunezyjskie dziewczyny, jak widać mają swobodę co do wyboru sposobu ubierania się. Wiele dziewczyn są w tradycyjnych strojach, ale i bardzo dużo ubranych w 100% jak Europejki. Koniecznie, jednak, muszę dodać, że widziałem wiele niezwykłe ładnych Tunezyjek.

W wielbłądach okazało się nie ma nic ciekawego.

Nie chciało się wyjeżdżać z powrotem.

Skomentuj fotoreportaż

Imię
Komentarz
  Kontrola człowieczeństwa
Ile wyniesie: cztery plus trzy? (wpisz liczbę)
 
 
10 Darek | 2013-07-14 11:41
Fotoreportaż jest świetny miło się go czyta i spogląda na zdjęcia, żałuję że tylko taki krótki.A jak czytam o Tunezji to tak jakbym widział przed oczyma Egipt i Turcję w których byłem i kultura jest dokładnie taka sama, chyba w Tunezji tylko bezpieczniej mam nadzieję.Pozdrawiam Fotoreportera
9 Iwona | 2011-08-22 19:57
byłam — potwierdzam słowo w słowo co autor napisał. Dodać jeszcze trzeba że tunezyjscy faceci są cholernie natrętni, szczególnie jeśli zobaczą samotne kobiety — na każdym kroku chcą się z tobą umawiać na kawę, dyskotekę itp itd... na jednym ze zdjęć poznaję ulicę z Hammamet Yasmine :d a z tym piciem alkoholu to bywa różnie — w Ramadanie nie tkną nic ale poza niektórzy potrafią wypić i to dużo...
8 Sylwia | 2010-04-11 13:02
Witam. Wybieram sie we Wrzesniu do tunezji i po przeglądnięciu tego reportażu, jeszcze bardziej odliczam minuty do wyjazdu ; )
7 AC | 2010-01-28 09:50
@RW
Faktycznie. Dopiero teraz skojarzyłem, że muzułmanie nic nie jedli w ciągu dnia. Okres Ramadanu był akurat 21.08-20.09
Ech :/ to oznacza, że widziałem nie do końca prawdziwy obraz Tunezji. Szkoda.
6 RW | 2010-01-26 12:54
Hmmm.... czy przypadkiem nie trafiłeś na muzułmańskie świeto zwane «ramadan»? Z doswiadczenia wiem, że ma to duże znaczenie przy wyborze urlopu w tym okresie.
5 Artur | 2009-10-23 15:09
Naprawdę, bardzo fajne zdjęcia. Niektóre są niezwykle klimatyczne. Patrząc na nie i przymykając oczy, niemal czuje się tamtą atmosferę. Informacje też treściwe. Krótko i na temat. Bardzo przydatna garść informacji dla osoby zainteresowanej wyjazdem do Tunezji.
4 Darek i Marla | 2009-09-21 20:44
Tez bylismy w tym roku w Tunezji i niezwykle pozytywne doswiadczenie. Szczegolnie korzystny przelicznik denara do zlotowki (albo funta)
3 Andrzej | 2009-09-19 10:35
"— Polish? Russia? Czech? — odpowiadam pozytywnie ruchem głowy — Pasmatri! Za darmo! Dobra, dobra zupa z bobra. Jak się masz?" - u nas też tak zawsze było na kawaleryjskiej.

Polacy uczyli się paru słów po rosyjski i jechali standardami: "Po skolko to tam co sprzedajesz...."

Z ust Rosjan i Białorusinów najczęściej słyszałem " Pan zobacz, haroszij towar, dawaj kupi..."

Prawdziwi handlowcy, mimo, że pochodzą z innego kraju niż kupujący zawsze znajdą sposób by się porozumieć z klientem. ;-)
2 Ela | 2009-09-18 15:17
co kraj to inne spojrzenie na życie! zjęcia fantastyczne i nie dlatego, że egzotyczne.
1 Marta | 2009-09-17 22:33
Nie znosze sie targowac. Chyba, ze o to kto w tym tygodniu sprzata.